Moje serduszko umiera, ocal mnie…

  • Post category:Polska

Gdy serce naszego synka zatrzyma się, nie będzie już ratunku. Każdy dzień przepełnia lęk o życie Kornela, czy jego serduszko wytrzyma, czy doczeka operacji… Chociaż z pozoru wygląda jak zdrowy chłopczyk, w jego wnętrzu w każdej sekundzie rozgrywa się walka o życie. Serce bije coraz słabiej, ale nie możemy czekać, aż stan będzie krytyczny. Najlepszy moment do przeprowadzenia operacji jest właśnie teraz. Mamy kwalifikację, ale nie mamy po prostu pieniędzy… Prosimy, pomóż nam ocalić życie naszego dziecka. LINK do zbiórki: https://www.siepomaga.pl/serce-kornela

Reklama

Fot. siepomaga.pl

 

Reklama

Nasz synek urodził się 1 lutego. To był dla nas najpiękniejszy, ale jednocześnie najbardziej dramatyczny dzień w życiu. A przecież nic nie zapowiadało, że nasz świat za chwilę legnie w gruzach… Gdy chwile po porodzie wzięłam Kornela w ramiona, lekarze powiedzieli, że gratulują silnego, zdrowego chłopczyka. Byliśmy najszczęśliwsi na świecie. Wtedy przez myśl mi nie przeszło, że za kilka godzin spadnie cios, a nasz ukochany synek znajdzie się w śmiertelnym niebezpieczeństwie…

Szczęście nie do opisania trwało kilka godzin – zaledwie do pierwszej kontrolnej wizyty lekarza. Pani doktor spojrzała na Kornela i stwierdziła, że jest lekko zasiniony. Sądziliśmy, że może mu zimno, że to nic poważnego… Na nasze szczęście lekarka nie chciała czekać, wysłała synka na badania. Z sekundy na sekundą jego stan się pogarszał, a my szaleliśmy z rozpaczy. Kornel zaczął sinieć, tracił oddech. Rozpoczęła się dramatyczna walka z czasem o jego życie. Błyskawicznie został przewieziony do specjalistycznego szpitala w Poznaniu, gdzie lekarze przeprowadzili szereg badań diagnostycznych po których usłyszeliśmy to, czego żaden rodzic nigdy nie powinien: “Państwa dziecko ma krytyczną wadę serca. Jego stan jest bardzo poważny. Nie wiadomo, co będzie dalej…”. Kornel przyszedł na świat z atrezją tętnicy płucnej, podaortalnym ubytkiem międzykomorowym i naczyniami krążenia oboczego.

Nie mogliśmy w to uwierzyć. Wtedy zrozumieliśmy, jak ulotne jest szczęście; jak ze szczytu radości można spaść na sam dół rozpaczy… Przez pierwsze dni nie mogłam być z synkiem, musiałam zostać w szpitalu. Płakałam, modliłam się o cud, ale stan synka pogarszał się, saturacja spadła już do 60%. Nie można było dłużej czekać, lekarze podjęli dramatyczną decyzję o operacji. Powiedziano nam wprost, że jeśli nawet Kornel ma 10% szans na przeżycie, to i tak mamy się cieszyć, bo to dużo… Nikt nie dał nam gwarancji, żadnej nawet nadziei. Nie mogliśmy uwierzyć, nie dochodziła do nas świadomość tego, że możemy stracić dziecko, że Kornel może umrzeć…

15 lutego pożegnaliśmy się z synkiem za przed drzwiami bloku operacyjnego. To były najgorsze godziny naszego życia… Operacja, której celem było wytworzenie zespolenia systemowo-płucnego umożlwiającego dostarczenie większej ilości tlenu do krwi, okazała się bardzo trudna. Serduszko Kornela zatrzymało się dwa razy, lekarzom cudem udało się przywrócić mu życie… Stan naszego synka był bardzo ciężki, a lekarze nie dawali mu dużych szans. Ale Bóg czuwał nad naszym Kornelkiem. Przeżył, możemy walczyć dalej!

Dzisiaj jesteśmy w domu, tak naprawdę na początku swojej drogi. Operacja, którą przeszedł Kornel, jest operacją paliatywną. Uratowała życie synka, ale nie skorygowała wady serca. Życie naszego dziecka nadal jest zagrożone, a my żyjemy jak na tykającej bombie. Jeździliśmy od specjalisty do specjalisty, aż w końcu trafiliśmy na lekarza, który skontaktował nas z prof. Carottim z Rzymu. To specjalista od skomplikowanych wad serca, uratował już tak wiele żyć… I udało się, dostaliśmy kwalifikację! W szpitalu Bambino Gesu na Kornela czeka tylko jedna operacja, która naprawi jego chore serduszko. Gdy dowiedzieliśmy się o tej możliwości, do naszego życia znowu wkroczyła nadzieja! Od razu zaczęliśmy starać się o refundację. Jednak napotkaliśmy  mur nie do przeskoczenia…

Lekarz nie zgodził się na podpisanie wniosku. Argument – można leczyć w Polsce. Ale tutaj proponują nam aż 3 operacje, a do tego trzeba liczyć się także z cewnikowaniem serca. Każda z nich śmiertelnie niebezpieczna, bo wada serduszka Kornela jest ekstremalnie skomplikowana. Największe szanse daje operacja w Rzymie, przeprowadzona przez specjalistę, który potrafi naprawić serce podczas jednej tylko operacji.

Nie możemy pozwolić sobie na błąd, przecież chodzi o serce, o życie! Jesteśmy rodzicami, a rodzice zrobią wszystko, by walczyć o życie swojego dziecka. Prosimy, pomóżcie nam uratować serce Kornelka…

 Izabela i Michał, rodzice Kornelka