UWAGA! Krytyczna operacja ratująca życie i czas DO JUTRA! Dostali mniej niż 24 godziny na zbiórkę!!! Zdążymy?

Mam mniej niż 24 godziny na zebranie ponad 100 tysięcy złotych, by uratować życie mojego synka. Operacja serca Kamilka odbędzie się w dniu jutrzejszym, 4 sierpnia. Dowiedziałam się o tym wczoraj wieczorem… Lekarz, który już raz uratował życie Kamilka, podjął decyzję, że trzeba działać NATYCHMIAST! Nie można czekać. Z Kamilkiem jest źle… Każda godzina zwłoki zwiększa ryzyko powikłań, które mogą być śmiertelne. Z samego rana mój synek będzie walczyć o oddech, o przyszłość, o wszystko… LINK do zbiórki: https://www.siepomaga.pl/serce-kamilka2

Reklama

Fot. siepomaga

Jesteśmy w Niemczech, w Klinice Uniwersyteckiej w Munster. To ośrodek kardiochirurgiczny, w którym ratuje się maleńkie serduszka, którym nikt inny nie daje szans. W Polsce dla Kamilka nie ma nadziei, dzieci z takim rzadkim połączeniem wad jest bardzo mało, bo zazwyczaj szybko umierają… Tutaj Kamilek taką szansę dostał. Mam tak niewiele czasu. Czy porywam się z motyką na słońce? Być może, ale muszę spróbować, muszę Ci opowiedzieć naszą historię i błagać o pomoc, bo dla synka zrobię to, co dla swojego dziecka zrobiłaby każda matka. Wszystko.

Reklama

Mam deja vu – siedzę przy łóżeczku Kamilka, patrzę w jego oczy, które są dla mnie całym światem. Staram się zachować spokój, ale strach jest tak silny, że mam wrażenie, że zemdleję. To już trzeci raz. Tyle operacji potrzebują dzieci z połową serca, żeby żyć… Jechałam tu, bojąc się, czy trzecia operacja będzie w ogóle możliwa. Kamilek jest tak trudnym przypadkiem, że nikt nie wiedział, co z nim będzie… Profesor Edward Malec, wybitny kardiochirurg, który walczy o życie mojego synka razem ze mną, dał mi nadzieję – zrobi operację! Kamil będzie żyć! Wraz z nadzieją przyszedł jednak lęk. Operacja musi odbyć się natychmiast. Tak naprawdę powinna mieć miejsce przed trzecimi urodzinami dziecka, a Kamilek trzy latka już skończył. Serduszko coraz bardziej niedomaga. Synek męczy się, dyszy, sinieje. Po kilku krokach nie jest w stanie iść. Upada na podłogę jak szmaciana laleczka…

Myślałam, że będę mieć czas, żeby oswoić się z myślą o operacji. Żeby przygotować do tego siebie, rodzinę, samego Kamilka. I najważniejsze – żeby zebrać środki. Czas okazał się jednak równie niebezpiecznym wrogiem co wada serca synka. Nie można czekać…

Kamil ma bardzo rzadkie, bardzo nieszczęśliwe i niebezpieczne połączenie wad. To czyni go tak trudnym, tak niezwykłym przypadkiem… Ma złożoną wadę serca, HRHS – hipoplazję (niedorozwój) jego prawej komory. Zamiast całego serduszka pracuje tylko pół. Ma też zespół Downa.

Kochałam go od samego początku, od momentu pojawienia się dwóch kresek na teście. Liczyłam dni do tego, w którym pojawi się na świecie. Marzyłam o nim. Rozmawiałam, śniłam, myślałam… Najpierw dowiedziałam się o wadzie serca. Krzyk. Łzy. Rozpacz. Strach. O zespole Downa dowiedziałam się znacznie później. To był 21. tydzień ciąży.

Dano mi wybór. 5 dni na podjęcie decyzji… Dla mnie mogła być tylko jedna. Czułam, jak Kamil rusza się we mnie, jakby dawał znać, że jest, że chce żyć. To było moje ukochane dziecko. Mój synek. Aborcja? Dzieci urodzone w 21. tygodniu ciąży próbuje się już ratować. Nie mogłam postąpić inaczej. Wiedziałam już wtedy, że kocham go, mimo wszystko. Że będę o niego walczyć. Zawsze.

Czy się nie bałam? Wręcz umierałam ze strachu. Bałam się, czy sobie poradzę. Czy on sobie poradzi. Czy nie będzie cierpiał… Jak to jest być mamą dziecka z zespołem Downa? To ogromne wyzwanie. I przeogromne szczęście. Czasem jest trudno, ale czy nie jest tak każdej mamie? Cieszą mnie małe rzeczy. Każdy jego krok, każdy uśmiech, każde słowo, wyciągnięte rączki. Zespół Downa – ja już tego nie widzę. Kamilek po prostu taki jest. Takim go kochamy. Ja, jego tata, jego siostrzyczka Milenka… Serce – tylko ono spędza nam sen z powiek. To, że kiedyś przestanie bić. Pierwszą operację – banding tętnicy płucnej – Kamil przeszedł, gdy miał zaledwie kilka tygodni. Najgorsza była ta bezsilność, niepewność jutra. Komplikacje były potworne – spadki saturacji, zarażenie gronkowcem… Spędziliśmy w szpitalu siedem tygodni. Potem zaczęły się ataki anoksemiczne. Gdy nadszedł pierwszy, myślałam, że synek umiera, że to koniec. Zrobił się szary jak popiół, wiotki jak trzcina… Niedotlenienie, utrata przytomności. Każdy atak groził tym, że Kamil już do nas nie wróci… Konieczna była kolejna operacja serca. W Polsce kazano nam czekać na termin wiele miesięcy… Mało który lekarz chciał się podjąć zoperowania dziecka z zespołem Downa. Komplikacje u takich maluchów są nieporównywalnie poważniejsze niż u zdrowych dzieci. Wtedy, dzięki cudownym Darczyńcom Siepomaga, takim jak Ty, trafiliśmy do Munster, do profesora Malca. Przeprowadził operację Glenna, drugi etap korekty serduszka i dał Kamilkowi życie.

Dziś, po dwóch latach, jesteśmy tutaj znowu. To miała być zwykła kontrola, zwykłe cewnikowanie… Okazało się jednak, że nie można czekać, trzeba działać. Trzeba zrobić trzecią, ostatnią operację i to zaraz… Udało nam się dotrzeć na czas, żeby wyprzedzić śmierć. Błagam Cię o pomoc, by udało nam się jeszcze jedno – zebrać środki na operację. Bez niej stan mojego synka pogorszy się, serduszko osłabnie i będzie coraz gorzej, a potem…

Nie mam wielkich planów, marzeń, poza jednym – żeby Kamil żył. Dlatego błagam Cię o pomoc, by jutrzejsza operacja mojego synka była możliwa. Życie to cudowna rzecz. Wcześniej tego nie wiedziałam. Teraz już wiem, nauczył mnie tego mój syn.

Proszę, pomóż nam. Wierzę, wciąż wierzę, że zdążymy… Pozwól mu żyć.

Close Menu