Ile cierpienia może znieść dziecko? Historia rodzeństwa, która brzmi jak zły sen

Chore dziecko to trage­dia w domu i dezor­ga­ni­za­c­ja życia na wiele miesię­cy. Kiedy okazu­je się, że dziecko jest chore, rodz­ice mobi­lizu­ją wszelkie siły i całą swo­ją energię, by chronić najde­likat­niejsze i najbardziej bezbronne dzieci. Co, jeśli chorych i wyma­ga­ją­cych pomo­cy dzieci w rodzinie jest tro­je? Co, jeśli ich chorób nigdy nie uda się pokon­ać? Jak wyglą­da życie rodziny z trójką bard­zo chorych dzieci? Wielu z nas myśli, że to dra­mat, że pozosta­je tylko usiąść i płakać, zała­mać ręce i czekać na naj­gorsze…  https://www.siepomaga.pl/trojedzieci

Fot. siepomaga.pl

Tylko że rodz­i­com nie wol­no nigdy się zała­mać, nie wol­no przyjąć postawy rezy­gnacji, bo to będzie oznacza­ło tylko tyle, że dzieci zostały bez ochrony, że nie ma już o nie kto wal­czyć. Jaś, Franek, Ewa, dzieci, które miały wielkiego pecha, przy­chodząc na świat bard­zo chore i które jed­nocześnie są szczęś­cia­rza­mi, bo mają wspani­ałych rodz­iców, którzy zro­bią dla nich wszys­tko i zawsze będą obok.

 Moż­na być bard­zo chorym i jed­nocześnie bard­zo szczęśli­wym? Chy­ba tak, bo choro­ba to stan ciała, a szczęś­cie to dusza…

Niesamowi­ta his­to­ria Jasia, Fran­ka i Ewy, to his­to­ria rodziny, która wzrusza, chwyta za serce, budzi wielkie emoc­je, ale przede wszys­tkim to pięk­na his­to­ria o życiu, walce i sile miłoś­ci.

Dziś opowiemy Ci his­torię Fran­ka i o pomoc dla niego będziemy prosić całą siłą naszych serc. Franek był upragnionym dzieck­iem, drugim w rodzinie. Rodz­ice dłu­go zwlekali z decyzją, ponieważ późne zdi­ag­no­zowanie choro­by gene­ty­cznej – galak­tozemii, pier­worod­nej Ewy i nieod­powied­nie postępowanie medy­czne w pier­wszych tygod­ni­ach jej życia, doprowadz­iły do niepełnosprawnoś­ci dziew­czyn­ki. Na świat przy­chodzi Fran­ciszek. Rodz­ice żyli w przeko­na­niu, że ter­az urodzi się zdrowe dziecko. Wszys­tkie wyko­nane w ciąży bada­nia były praw­idłowe. Chłopczyk urodz­ił się bez prawego prze­dramienia. Szok, ból, płacz mat­ki przez miesiąc i zadawane pytanie – dlaczego?

Tylko jak płakać, nad dzieck­iem, które kom­plet­nie nie zda­je sobie sprawy z tego, że jest coś nie tak, które za nic ma swo­je kalect­wo, które po pros­tu chce żyć, kochać i być kochane? Wspani­ały chło­piec, który uczy nas dorosłych, jak się nie pod­dawać, czer­pać radość z każdej chwili, z każdego dnia. Rodz­i­na abso­lut­nie nieprzy­go­towana na kole­jną chorobę dziec­ka. Rozpoczy­na się codzi­en­ny trud. Zaczy­na­ją się piętrzyć prob­le­my. Kiedy zaczy­na się nor­malne życie, tam, gdzie jest warun­ki staw­ia strasz­na choro­ba, zaczy­na robić się bard­zo ciężko.

Żadne przed­szkole, żaden żłobek, nie chci­ał przyjąć Franu­sia, prze­cież nie miał rącz­ki, nie ważne, że rozwi­jał się praw­idłowo, ze żył tak jak inne dzieci, bo prze­cież brakowało mu prze­dramienia… Opiekun­ki się nie sprawdza­ją. Dzieck­iem zaj­mu­je się mama, która rezygnu­je z pra­cy.

Wal­ka rodz­iców o godne życie ich dziec­ka trwa. Po dwóch lat­ach rodz­ice Fran­ka pode­j­mu­ją próbę pro­te­zowa­nia. Robią to za granicą w Fin­landii, całkowicie pry­wat­nie. Ale to nie ma znaczenia, prze­cież najważniejszy jest Franek. Do dziś ze wzrusze­niem mama Agniesz­ka opowia­da, jak ten mały, dwulet­ni wów­czas chło­piec z ogrom­ną cier­pli­woś­cią pod­dawał się wszelkim badan­iom, wycią­gał lewą rączkę i prawy kikut do zmierzenia. Tak bard­zo prag­nął być taki, jak wszys­tkie dzieci…

Zawdz­ięcza to z pewnoś­cią rodz­i­com, którzy zawsze dbali o to, aby ich syn miał kon­tak­ty z inny­mi dzieć­mi. W wieku czterech lat Franek rozpoczy­na naukę gry w szachy. Niebawem zaczy­na się kole­jny etap w życiu chłop­ca – szkoła. Jest dobrze. Z coraz więk­szą samodziel­noś­cią Fran­ciszek wchodzi w środowisko szkolne. Nau­ka nie spraw­ia mu prob­lemów. Reakc­ja rówieśników na jego kalect­wo też już go nie dzi­wi. Odpowia­da cier­pli­wie kole­gom na pyta­nia, robi to z wrod­zonym sobie wdz­iękiem. Cza­sa­mi wchodząc w nowe środowisko, den­er­wu­je się, że znowu pad­ną te same pyta­nia, ale nadal odpowia­da, w kółko, do znudzenia…

W drugiej klasie Franuś chud­nie, źle wyglą­da. Dłu­gi pobyt w szpi­talu, liczne bada­nia nie pozostaw­ia­ją żad­nych złudzeń – cukrzy­ca typu 1. Ile jeszcze wytrzy­ma ten mały chło­piec? Wiele… Sil­na więź z rodz­iną pozwala mu przetr­wać naj­cięższe chwile w szpi­talu. Chło­piec jest bard­zo zmęc­zony bada­ni­a­mi, tęskni za bliski­mi i kolega­mi. Wraca do szkoły z takim samym zapałem do poz­nawa­nia świa­ta jak doty­chczas. I znowu ten dys­tans do choro­by, którego mógł­by się uczyć od niego nie jeden dorosły. Uśmiech­nię­ty zabiera się za nadra­bi­an­ie zaległoś­ci, ale najwięk­szą radość spraw­ia mu powrót do nor­mal­noś­ci, rozmów i zabaw z kolega­mi. O swo­jej choro­bie wie bard­zo dużo. Jest bard­zo odpowiedzial­nym pac­jen­tem. Zaczy­na uczyć się swo­jego orga­niz­mu i odpowied­nio reagować na jego syg­nały. W ciągu doby poziom cukru kon­trolować trze­ba od 8 do 10 razy. Jest to bard­zo ważne, gdyż stęże­nie cukru pon­ad 170mg/​dl prowadzi do śle­po­ty, uszkodzenia nerek i układu ner­wowego.

Mama Fran­ka już wie, że ter­az nie może się z nim rozs­tać – przy­go­towywanie odpowied­nio zbi­lan­sowanych posiłków, sześć razy na dobę, przeliczanie jed­nos­tek insuliny to nie jest proste zadanie, a nie moż­na się pomylić…

Tutaj pas­mo nieszczęść mogło­by już się kończyć, ale ktoś uznał, że Franek zniesie o wiele więcej. Chło­piec zaczął nagle szy­bko ros­nąć, gdy niespodziewanie pojaw­ia się diag­niza – guz pod­wzgórza mózgu. Lecze­nie trwa… I ter­az jest już naprawdę trud­no. Dręczące bada­nia MR, stra­ch, lecze­nie far­mako­log­iczne. Mimo wszys­tko Franek stara się żyć nor­mal­nie. Ma swo­je pas­je i ulu­bione sporty.

Zwykła rodz­i­na, zwyk­li rodz­ice. Ich wiel­ka miłość do dzieci, mądrość, ogrom­na wrażli­wość budzi podziw i zawsze ogrom­nie porusza. Rodz­ice chłop­ca Agniesz­ka i Tomasz dłu­go próbowali radz­ić sobie sami. Dziś jed­nak wiedząc, że nie ma innego wyjś­cia, proszą o pomoc Ciebie. Najważniejszą potrze­bą jest ter­az nowoczes­na pom­pa insuli­nowa dla Fran­ka i reha­bil­i­tac­ja dla całej trój­ki…

Choro­ba nowot­worowa bard­zo utrud­nia praw­idłowe wyrów­nanie cukrzy­cy, a to znów osłabia orga­nizm i utrud­nia walkę z guzem. Ist­nieje możli­wość zakupu, niere­fun­dowanego sprzę­tu, który może w tym pomóc. Aż trud­no w to uwierzyć, ale Franek ma jeszcze bra­ta, który wyma­ga o wiele więk­szej opie­ki, bo his­to­ria tej rodziny jest his­torią trój­ki dzieci. Najmłod­szy Jasiek, bard­zo chory, którego wszyscy w rodzinie bez­granicznie kocha­ją.Każdy dzień, każ­da noc to stra­ch i wal­ka o jego życie. Poby­ty w szpi­talu, res­pi­ra­tor, napady epilep­sji stały się codzi­en­noś­cią. Spec­jal­isty­czne lecze­nie i reha­bil­i­tac­ja.

Dzisi­aj rodz­ice wal­czą o nor­malne życie dla całej trój­ki, ale kiedy prowadzi się wojnę z tak wielo­ma prze­ci­wnoś­ci­a­mi losu, trze­ba staw­iać sobie pri­o­ry­te­ty. Dzisi­aj najważniejszy jest Franuś, bo jego choro­ba obciąża najbardziej i jed­nocześnie najatwiej mu pomóc. Każdy grosz, wpła­cony na wspar­cie tej rodziny, będzie dla nich wyjątkowym darem ser­ca, który ułatwi codzi­enne życie, w cie­niu wielu chorób. Życie z trójką chorych dzieci nie musi być kosz­marem. Pomóżmy im!


Close Menu
Close Panel