Taksówkarz ze Śląska chciał naciągnąć klienta. Po zakończonym kursie, kierowca był w szoku

Na Wykopie pewien użytkownik opisał historię, jaka mu się przydarzyła. Po tym, jak wsiadł to taksówki poprosił, aby jechać z Mysłowic na lotnisko w Pyrzowicach. Taksówkarz chciał „nabić” jak najwięcej kilometrów. Jakież było jego zaskoczenie, gdy przyszło do płacenia.

Reklama

Fot. Pixabay

Lotnisko w Pyrzowicach oddalone jest od Mysłowic o około 40 kilometrów. Pod warunkiem, że będziemy jechali trasą S1. Wtedy zapłacić powinniśmy maksymalnie 130 zł.

Taksówkarz myślał najwyraźniej, że trafił na człowieka, który nie zna trasy. Taksometr pokazał 167 zł. Okazało się jednak, że dla klienta nie miało to najmniejszego znaczenia, bo miał kartę firmową, która ustala stałą stawkę za przejazd.

Reklama

„Jadę z Januszem biznesu na lotnisko i wiezie mnie przez chyba wszystkie możliwe znane mu kółka, żeby nabić kilometrów. Ciekawe, jaką zrobi minę, jak mu dam kartę firmową, bo mamy ryczałt na tę trasę” – pisał użytkownik Wykopu.

Kierowca zadzwonił więc do centrali, ponieważ nie chciał przyjąć takiej formy zapłaty. Usłyszał jednak, że firma klienta ma podpisaną umowę i zapłata wynosi 120 zł. Nie dostał nawet gotówki, bo wszystko zakończyło się na spisaniu karty.

Close Menu