Z pierwszym oddechem Michaś zacznie umierać. Pomóż nam go ratować!

Kiedy Michaś przyjdzie na świat, rozpocznie się dra­maty­cz­na wal­ka o życie. Nie będzie tego wszys­tkiego, co przeży­wa­ją na początku rodz­ice zdrowych dzieci. Zami­ast tego będzie stra­ch. Michaś — nasze pier­wsze dziecko – urodzi się w mar­cu, a ja w szpi­talu muszę znaleźć się już w lutym! W dniu nar­o­dzin ser­duszko Micha­sia będzie zbyt słabe, aby samodziel­nie pom­pować krew. Jak naszy­b­ciej potrzeb­na będzie oper­ac­ja – ta najważniejsza, bo ratu­ją­ca życie naszego maleńst­wa. LINK do zbiór­ki: https://www.siepomaga.pl/serduszko-michalka

Reklama

Fot. siepomaga.pl

Od początku ciąży żyje­my w stra­chu. Kom­p­likac­je, nietrafione diag­nozy i czekanie na wyni­ki kole­jnych badań – nie tak wyobrażal­iśmy sobie początek naszego wielkiego szczęś­cia. Beztros­ki czas skończył się, gdy w 9 tygod­niu pos­zliśmy do lekarza na badanie USG.

Reklama

Co by Pani wolała – chłop­ca czy dziew­czynkę?”.  Odpowiedzi­ałam, że nie ma to dla mnie żad­nego znaczenia, chcę tylko, aby moje dziecko było zdrowe. Badanie się przedłużało, lekarz patrzył na mon­i­tor. Nagle swo­bod­na roz­mowa prze­rodz­iła się w mil­cze­nie. Czułam, że coś jest nie tak. Za chwilę dowiedzi­ałam się, że posz­er­zone jest NT (przezier­ność karkowa) – lekarz pode­jrze­wał wadę gene­ty­czną. Musi­ałam przeczekać noc, żeby następ­nego dnia, z samego rana, pojechać do innego lekarza, który odesłał mnie do spec­jal­isty z zakre­su ultra­sono­grafii pło­du, aby potwierdz­ić lub wyk­luczyć wynik bada­nia. Jeszcze tego dnia pojechałam pod wskazany adres. Nie byłam w stanie spędz­ić kole­jnych godzin w niepewnoś­ci, nie wyobrażałam sobie kole­jnej przepłakanej i nieprzes­panej nocy. Widoczny obrzęk pło­du, przepuk­li­na sznu­ra pępowinowego, niewidocz­na kość nosowa. Zale­cono mi wyko­nanie biop­sji kos­mów­ki. Przy­go­towywano mnie na naj­gorsze – zdaniem lekarzy ciąża była obar­c­zona wysokim ryzykiem poważnych wad gene­ty­cznych. Roz­maw­ial­iśmy z bliski­mi – ani w mojej rodzinie, ani w rodzinie mojego męża nigdy wcześniej nie wys­tępowały tego rodza­ju wady. Dla rodz­iców, którzy z dnia na dzień dowiadu­ją się, że ich dziecko urodzi się bard­zo poważnie chore, świat nagle się zała­mu­je.

Nie miałam siły jeść, ani pić. Taki stra­ch może czuć tylko mat­ka noszą­ca pod sercem dziecko, którego może nawet nie poz­nać. W 11 tygod­niu ciąży umówiłam się na kole­jne badanie USG. Wyko­nano biop­sję kos­mów­ki, po której pojaw­iły się kom­p­likac­je. Po tygod­niu czeka­nia okaza­ło się, że wynik jest połow­iczny i należy powtórzyć badanie. Byłam zała­mana, wściekła, rozżalona, bo takie przy­pad­ki się prak­ty­cznie nie zdarza­ją. Zalece­nie, jakie otrzy­małam, to raz jeszcze wykon­ać inwazyjne badanie – amniop­unkcję. Pojaw­iły się kom­p­likac­je. Zaczęła się odkle­jać kos­mówka. Dwa razy wylą­dowałam w szpi­talu – musi­ałam leżeć i przyj­mować leki  podtrzy­mu­jące ciążę. Postanow­iliśmy zmienić lekarza prowadzącego ciążę.

Dokład­nie w dzień naszej roczni­cy ślubu otrzy­mal­iśmy najpiękniejszy prezent. Obrzęk zniknął! Pod­czas bada­nia lekarz widzi­ał kość nosową. Czuliśmy się tak, jak­by ktoś nagle uwol­nił nas od wyroku. Badanie połówkowe tylko potwierdz­iło, że staw­iane wcześniej diag­nozy były błędne – wynik wyko­nanej amniop­unkcji potwierdz­ił, że nasz synek nie ma wad gene­ty­cznych. Po raz pier­wszy poczuliśmy, że może być dobrze. Było przez kil­ka dni… Na kil­ka dni odetch­nęliśmy z ulgą, żeby za chwilę przyjąć kole­jny cios.

Na badanie do Warsza­wy jechałam, żeby usłyszeć, że wszys­tko jest dobrze. Wracałam zapłakana, znów tak samo prz­er­ażona, jak ostat­nio, licząc, że znów doszło do pomył­ki. “Państ­wa dziecko urodzi się z poważną wadą ser­ca – Tetralogią Fal­lota”. Ter­az, kiedy Michaś jest w moim brzuchu, jest bez­pieczny, ale w momen­cie prze­cię­cia pępowiny jego życie stanie się śmiertel­nie zagrożone. Tym razem nie było pomył­ki – seria dokład­nych badań potwierdz­iła naj­gorsze. Zaraz po nar­o­dz­i­nach koniecz­na będzie oper­ac­ja na otwartym ser­cu.

Zespół Fal­lota to bard­zo złożona i skom­p­likowana wada, jed­nak jeśli trafimy w dobre ręce, nasz synek będzie mógł żyć. W Polsce lekarze ofer­u­ją nam kilkue­tapowy pro­ces pró­by naprawy ser­dusz­ka. Nie może­my poz­wolić na takie ryzyko – zaczęliśmy szukać spec­jal­isty, który pod­jął­by się naprawy ser­ca jed­noetapowo. Trafil­iśmy do prof. Edwar­da Mal­ca z  Klini­ki Uni­w­er­syteck­iej w Mun­ster.  Nieste­ty koszt oper­acji w Niem­czech jest bard­zo wyso­ki, a cenę za to, by nasz synek żył, musimy zapłacić do mar­ca.

Prosimy, pomóż­cie nam, by Świat dla nas nie przes­tał ist­nieć, żeby ser­duszko Michała biło dla nas – tak samo, jak nasze dla niego. Choć jeszcze nie ma go na świecie, kochamy go naj­moc­niej, jak potrafimy. 

Przys­zli rodz­ice Michał­ka – Mar­ta i Marek


Close Menu
Close Panel